Jestem w związku małżeńskim 21 lat poznaliśmy się z mężem jako nastolatkowie i przez szereg lat żyliśmy w grzechu i przestaliśmy przyjmować Eucharystię. Pobraliśmy się. Pierwsze dziecko poroniłam. Drugie dzieciątko miało wiele wad rozwojowych. Wiedzieliśmy od lekarzy, że synuś nie będzie żył, bo nie ma nerek. Gdy moja mamusia dowiedziała się o chorym dziecku, które nie będziesz żyło, na drugi dzień zmarła w wieku 50 lat. Nasz synek rodził się w piątek, między 12 a 15. Czekaliśmy przez sobotę i niedzielę by móc w poniedziałek pochować synka. Będąc w ciąży i mając urodzić martwe dziecko wiele razy lekarze sugerowali aborcję i dziwili się dlaczego nie dokonaliśmy aborcji, a my wiedzieliśmy, że mamy syna póki jest pod moim sercem. Najgorsze chwile spędzałam trzymając różaniec w ręku, wtedy zorientowałam się w jakim stopniu różaniec mówi o naszym życiu o radości, smutku i cierpieniu.
Przez 7 miesięcy oczekiwania na narodzenie syna stroniliśmy od ludzi. Nasz ból nie pozwolił nam patrzeć na małe dzieci co było strasznie przykre. Po ratunek jeździliśmy do Matki Bożej Leśniowskiej, tam chodziliśmy na Eucharystię co niedzielę i prosiliśmy Ją o dzieci. Prosiliśmy by wybłagała nam cud u Boga by syn urodził się zdrowy. Teraz wiem, że rok wcześniej, Gloria z Częstochowy i jej rodzice mieli podobną historię. W życiu płodowym nie miała nerek ,ale rodzice modlili się za wstawiennictwem Jana Pawła II o cud i dziecko urodziło się z nerkami teraz ma 18 lat. Wraz z informacją o chorobie synka zaczęliśmy doceniać wartość każdego poczętego dziecka, wartość życia. Pojęliśmy, że można żyć dla miłości. Przez czas ciąży czując i widząc ruchy, czkawkę i wszystkie inne oznaki bycia z nami Szymonka, widząc go na USG i patrząc na jego reakcję podczas prób leczenia, wiedzieliśmy że mamy syna choć jeszcze się nie urodził i wiedzieliśmy że chcemy by się narodził, nawet chory, tylko po to byśmy go mogli kochać. Po blisko roku od śmierci naszego pierworodnego syna Szymonka, zaszłam w ciążę, a później urodził się nam najstarszy synek, za dwa lata kolejny synek, za półtora roku córcia i za kolejne dwa i pół roku kolejna córcia.
Po tych 18 latach wiem że mam czwórkę dzieci dlatego że Pan Bóg o mnie walczył, moje sumienie podpowiadało mi co jest dobre a ja w natłoku życiowych spraw, chorób odwracałam się od niego i szukałam ratunku gdzie indziej, okazało się że w życiowych najgłębszych kryzysach gdy już po ludzku nie dawałam rady, zwracając się do Boga otrzymałam łaskę wiary i doświadczałam cudów.
Chwała Panu.
Mamy dzieci, ale wiemy że szczęście macierzyństwa i ojcostwa okupione jest wielkimi trudami i dziękujemy naszym rodzicom za nasze życie. Opowiem o naszej historii i naszej drodze do Boga.
Brakowało sił do trójki malców, które miały astmę na tle alergicznym i nie reagowały na lekarstwa. Liczyliśmy na siebie i na rodzinę, brakowało sił, ale szukaliśmy kolejnych lekarzy, nowych terapii. Opanowaliśmy choroby za pomocą diety i specjalnego gotowania z wieloma ziołami i przyprawami. Gotowałam stosując reguły filozofii wschodu jak energetyzowanie pokarmu, gotowanie w kolejności smaków. Ciężko byłoby nam zerwać z tymi magicznymi obrzędami gotowania, gdyby dzieci przy ich stosowaniu całkowicie wyzdrowiały. Stworzyłam sobie bożka ze zdrowia własnych dzieci. Tylko dzięki łasce Bożej zdołaliśmy się wyrwać z wpływu innych duchowości, które nami zawładnęły mimo cudu narodzin wyproszonych u Boga dzieci. Życie toczyło się i byliśmy katolikami, praktykującymi nie w każdą niedzielę. Nie za wszystko i nie zawsze byliśmy wdzięczni Bogu. Ufaliśmy – Sobie. Tak po ludzku, Bóg był nam do niczego nie potrzebny, wprawiał nas tylko w dyskomfort, że zabrania antykoncepcji a nic nie oferuje w zamian.
Był rok 2011- koleżanka pochwaliła się, że ma założoną spiralę. Zawsze z obrzydzeniem o tym myślałam, bo może ona usunąć już zapłodnioną komórkę, ale w tamtym czasie to ryzyko nie przyszło mi do głowy. Spiralę wtedy przyjęłam jako ofertę dla mnie bez żadnego ”ale”. W tamtym czasie diabeł całkiem zasłonił mi rozum i pamięć. Radziliśmy sobie, mąż pracował, mieliśmy troje dzieci, nie narzekaliśmy, dzieci nie chorowały już na astmę- rozpracowaliśmy ją. Nagle wszystko jakby się załamało; synek poważnie się oparzył, mąż długo nie miał pracy, złamał nogę. Nie udźwignęłam tego. W kolejną sobotę pojechałam z moim szwagrem Radkiem na modlitwę wspólnoty katolickiej do Olsztyna k. Częstochowy. Było zimno stałam na zewnątrz hali bo nie zmieściliśmy się do środka. Wiedziałam od 2009r. o cudach i działaniu żywego Boga na spotkaniach wspólnoty, bo kilka osób z mojej rodziny przyszło mi powiedzieć co Bóg uczynił w ich życiu.
To był 13.04.2013r. To co wtedy usłyszałam odmieniło moje myślenie o Bogu i odmieniło moje życie. Usłyszałam, że jest na tym spotkaniu 9 kobiet które mają spiralę i co miesiąc mogą nawet nieświadomie zabić jedno dzieciątko. Wiedziałam, że Jezus do mnie skierował słowa, których nigdy nie usłyszałam dotąd z ambony w kościele. Przyjechałam wtedy na to spotkanie by Jezus coś zrobił, bo ja nic zrobić nie mogłam. Nie panowałam nad swoim życiem. Teraz wiem, że wreszcie wtedy przestałam liczyć na własne siły, a zaczęłam liczyć na Boga. Pojechałam tam bez sakramentu spowiedzi i nie mogłam przyjąć Pana Jezusa. Po usłyszeniu słów księdza o spirali powiedziałam Bogu, że jak On Chce, to niech przejmuje ster mojego życia, ja zrobię to co do mnie należy, resztę oddaję Tobie- zajmij się tym Boże. Po usłyszeniu słów z ambony wiedziałam, że Bóg mnie kocha i mnie strzeże, że jestem dla Niego najważniejsza skoro do mnie mówi, że pamięta o mnie i jest przy mnie cały czas, a ja ignorowałam Jego obecność. Usunęłam spiralę w poniedziałek u ginekologa i prosiłam Boga by oszczędził choć jedno moje dziecko, bym była w ciąży. Po raz drugi pojechałam na spotkanie młodych w maju do Św. Józefa na Raków do Częstochowy. Ze szwagrem. Wejście do świątyni zaczęłam niefortunnie, spytałam pana porządkowego gdzie stanąć by widzieć- a on do mnie, czy przyjechałam oglądać czy się modlić. Zawstydzona stanęłam z boku i nic nie widziałam, ludzie stali jeden przy drugim. W pewnym momencie poczułam wewnętrzne ponaglenie by podnieść ręce w górę, podniosłam je choć nikt nie podnosił, ale za chwilę, ksiądz powiedział- podnieśmy ręce. Potem poczułam ,że mam zacząć tańczyć, zaczęłam tańczyć, a ksiądz mówi do mikrofonu,- tańczmy. Nie widziałam księdza ani ksiądz mnie, bo byłam z boku za ścianą więc nie zasugerował się mną. Wiem teraz, że Duch Święty tak działa, że delikatnie mówi nam w duszy co jest dobre i czego oczekuje, a my musimy tylko być ustawieni w życiu na właściwe boże fale o nazwie- sakramenty, modlitwa i 10 przykazań. Podczas modlitwy uwolnienia strasznie zaczęłam płakać i po dłuższym czasie poczułam, że od serca w mym ciele idą promienne fale światła i, że serce pała jakby całe ciało chciało się zmieścić w sercu. Moje serce tak rosło, pulsowało falami światła ,widziałam jak fale światła w środku mnie skupiają się na sercu i w pewnym momencie wylatują w górę do nieba, przez głowę- tak czułam choć wiedziałam, że jestem w kościele i że serce mam nadal na swoim miejscu. Stałam wtedy z głową do góry i z rękami wzniesionymi . Byłam Bogu wdzięczna za to co mi uczynił i że pozwolił mi odczuć swą miłość. Bóg wypełnił mnie światłem które było miłością. Wiem, że Bóg zawsze mnie kochał. Po miesiącu, w czerwcu 5go 2013r byłam już w ciąży i bardzo od dwóch tygodni bolał mnie kręgosłup więc myślałam, że tak będzie aż do porodu. Nie wyobrażałam sobie jak z takim bólem mam sobie poradzić przez dziewięć miesięcy ciąży z trójką wymagających ścisłej diety małych dzieci. Pojechałam ze szwagrem Radkiem na stadion do Olsztyna na modlitwę wspólnoty i zanosiłam intencje o zdrowie dla chorujących na depresję i na alergię. Modliliśmy się w trójkach, trzymając się za ręce, ja z jakimś małżeństwem. Przekazaliśmy sobie intencje i modliliśmy się za siebie na głos wszyscy w jednym czasie wzywając imienia Maryi i Jezusa. Ksiądz prowadził modlitwę i mówił, że Jezus uzdrawia różne schorzenia i konkretne osoby. Powiedział, że Jezus uzdrawia kręgosłupy i ja poczułam lekkie muśnięcie w krzyżu i ból minął . Ksiądz powiedział też, że osoba będzie miała pracę, dobrą pracę, – mój mąż był bez pracy od prawie roku. Ból minął w tamtym momencie a pojawił się jak siadłam na boku po adoracji. Pomyślałam wtedy, że Bóg pokazał mi jak panuje nad naszymi problemami. Potem w domu zorientowałam się, że nie mam bólu krzyża. Od tego dnia tylko jednej nocy ból wrócił i pomyślałam, że jak tak Boże chcesz mi pokazać co mi zabrałeś i że w nocy będę czuła a w dzień nie, to niech tak będzie. Ból nie wrócił aż do 2016 roku o czym opowiem później. Nie mam bólu krzyża od 05.06.2013r. Mój mąż za tydzień już miał ofertę pracy i został zatrudniony w ciągu miesiąca. Bóg jest wielki!!! .
Ból nie wrócił aż do 2016 roku, kiedy to zaczęłam modlić się za męża kuzynki. Przez rok nie mogłam zmobilizować się do modlitwy za niego, odpychałam tą myśl ale ona wracała. W chwili gdy zaczęłam mówić dziewięciodniową nowennę do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły ból krzyża powrócił. Trwał te dziewięć dni modlitwy nowennowej. Nie było go 3 lata. Mój spowiednik polecił mi bym jak najczęściej przyjmowała Jezusa w Eucharystii i była na Mszy Św. Po zakończeniu tej nowenny ból ustał. Z perspektywy czasu wiem że Słowo Boże z Pisma Świętego, które przekazałam tamtej rodzinie było natchnieniem Ducha Świętego, gdyż słowa z księgi Habakuka były dokładnie dla tego mężczyzny na tamten czas. Obecnie po 7 latach dowiedziałam się, że prośby dotyczące tego mężczyzny, do Boga, za pośrednictwem Maryi, zostały wysłuchane.
Rok 2013 był rokiem mojego nawrócenia i był rokiem świętej Hildegardy- doktora kościoła, która żyła 850 lat temu, której Jezus nakazał spisanie działania ziół i zalecił leczenie ludzi przez jedzenie z ziołami, ruch i muzykę. Gdy błądziłam w leczeniu dzieci, ani lekarze, ani metody pochodzące z filozofii wschodu nie dawały poprawy, przyszło moje nawrócenie i uzdrowienie mojej kuchni. Przez te lata dzieci leczymy ,żywimy i wiemy że Bóg szykuje dla nas uzdrowienie, ale tak by nie było szkody dla naszej duszy, by nasza pycha nie urosła, by czekanie było uświęcające, byśmy rozumieli sytuację innych ludzi.
Po narodzeniu kolejnego dziecka w 2014r, czwartego- plus dwoje w niebie, znów powrócił dylemat jak świadomie z Bożą pomocą regulować poczęcie kolejnych dzieci. Bóg przysłał do mego domu kuzynkę po kursach planowania rodziny według bożego planu. Powiedziała mi o komputerze cykli kobiecych. Jest on dużym poświęceniem i wprowadza okresy postu między małżonkami, ale jest skuteczny i w zgodzie z wolą bożą. Stosuję go już 8 lat.
W tych latach Pan Bóg przez nowennę zabrał mi żal do teściowej, niewybaczenie. Klęczałam wtedy i wypowiedziałam słowa usłyszane gdzieś na modlitwie by powiedzieć: Jezu nie moją mocą, lecz Twoją mocą wybaczam Jej. Od tego czasu panuje między nami pokój a nie poruszany temat, który bardzo ranił i bolał, wyjaśniłyśmy sobie i byłyśmy w stanie wspólnie omówić sytuację która dotyczyła roku 2005 i 6go.
Wspomnę jeszcze że zanim powróciłam do Boga zanim przeżyłam tragedię śmierci synka w 2006 r otrzymałam w Leśniowie nowe egzemplarze Miłujcie się. Przeleżały one kilka lat na półce, bo wtedy nie przyjmowałam Pana Jezusa, nie byłam w stanie łaski uświęcającej i nie czytałam takich rzeczy, a w Leśniowie czasem bywałam na Mszach Świętych. Po kilku latach, gdy byłam w kryzysie, gdy modliłam się o uzdrowienie syna i czekałam na jego narodziny licząc się z możliwością jego śmierci, sięgnęłam po te gazety i rozpoznałam w ich treści znak od Boga na tamten czas. Był to rok 2005 i wiem że kilka lat wcześniej Bóg dał mi przez ludzi te gazety bym odnalazła je w konkretnym miejscu swojego życia.
Przeczytałam książkę Marcina Jakimowicza,, Pan Bóg- uwielbiam”. Wtedy w moim domu w 2015r pomodliłam się pierwszy raz w moim życiu klęcząc, wznosząc ręce do góry i głośno wołając ,a moje dzieci robiły to co ja. Wzywałam Maryję aby wstawiała się za nami u Syna i wybłagała nam uzdrowienie z alergii. Na pomoc i do ochrony wzywałam wszystkich Świętych, by dopomogli w oswobodzeniu się z tej choroby moim dzieciom. Był dzień Zaduszny, 2.11.2015r. Ogłaszałam ich uzdrowienie z alergii przez moc Imienia Jezusa, w ranach Jezusa zanurzałam moje dzieci przez Maryję. Zmówiliśmy pacierz i tej nocy mój syn najstarszy, po raz pierwszy, nie miał oznak choroby nękającej go, noc w noc, od trzech lat. Nie pomodliłam się o uzdrowienie tej jego choroby tylko o uzdrowienie z alergii a Pan Bóg pokazał, że nad wszystkim panuje i wie najlepiej jaką chorobę uzdrowi natychmiast, a jaka jest nam potrzebna na jakimś etapie życia, bo bez niej nie doszlibyśmy do zbawienia.
Po uzdrowieniu syna 2 listopada nastąpiły kolejne wydarzenia związane z Jubileuszowym Rokiem Miłosierdzia rozpoczynającym się 08.12. 2015rok Po dwudziestu nocach w zdrowiu, poszłam zamówić Mszę dziękczynną i powiedziałam księdzu Jackowi Kołodziejczykowi o uzdrowieniu syna.
Alergia została , ale została pewność że Bóg ma plan, zostało przekonanie że mamy po ludzku robić Wszystko co w naszej mocy nie sięgając jednak po niepewne duchowo metody na przykład: jogę filozofię wschodu, homeopatię. Najpierw w naszym życiu było szukanie zdrowia w metodach niepewnych duchowo a potem przyszedł Jezus i wiem żeby nie energetyzować pokarmu, nie gotować według 5 przemian i nie chodzić do bioenergoterapeutów i tym podobnych . Tylko moc Jezusa jest wolnością i życiem wiecznym. Bóg pokazał mi, że teraz jestem na dobrej drodze; modlitwa, zdrowe żywienie, zioła i lekarstwa będące osiągnięciem najnowszej nauki pomogą nam w byciu zdrowymi. Modląc się, by leki zadziałały, by lekarze nam pomogli, by stał się cud uzdrowienia przez zdrowy tryb życia, pozwalamy Bogu pracować nad nami i wlewać łaski. Nie zasługujemy modlitwą, ale pozwalamy Bogu działać dzięki modlitwie. Nie można modlić się o dobre zdrowie, o powodzenie w egzaminach i nic się nie starać by tak było, wówczas grzeszymy przeciw 2 przykazaniu wołamy Imienia Boga nadaremno.
Kontynuując opowieść o uzdrowieniu syna: Po 20 nocach w zdrowiu poszłam zamówić Mszę Świętą dziękczynną i powiedziałam księdzu Jackowi o uzdrowieniu . Tej nocy choroba wróciła. Msza Św. dziękczynna miała się odbyć 6go grudnia 2015r. Myślałam: czy skoro choroba wróciła- to mam odwołać Mszę Świętą, zwątpienie bywało silniejsze od wiary, ale powtarzałam sobie słowa usłyszane w audycji z radia EM, słowa mężczyzny- ojca ,któremu umierała córeczka. On wszedł do pustego pokoju, postawił stołek na środku i powiedział:
Siadaj diable i patrz, ja i tak będę wielbić Boga.
Zaczął śpiewać pieśni i tańczyć na cześć Boga. Jego córeczka po tym zaczęła zdrowieć. Starałam się ufać i dziękować Bogu za uzdrowienie, że choć te 20 nocy był zdrowy, powtarzałam, siadaj diable i patrz ja i tak będę wielbić Boga. Modliłam się do Maryi na różańcu i trwałam w modlitwie podczas codziennych czynności . Pomyślałam-Ty Panie dałeś uzdrowienie syna, a ja przez dwa lata nie dałam świadectwa o uzdrowieniu mej duszy i uzdrowieniu bólu krzyża . Pojechałam wtedy przed rekolekcjami parafialnymi 5go grudnia 2015r powiedzieć, świadectwo na spotkanie wspólnoty. Mój mąż był ze mną i wyraził zgodę bo było to nasze wspólne życie. Świadectwo zostało nagrane i można je obejrzeć wpisując tytuł-Spotkanie otwarte 05.12.2015. W parafii zaczynały się rekolekcje, Św. Mikołaj i Msza dziękczynna za łaskę zdrowia syna. 7 grudzień- dzień spowiedzi rekolekcyjnej, a 8go grudnia 2015r. Papież Franciszek uroczyście
Otworzył Bramę Miłosierdzia czym rozpoczął Nadzwyczajny Jubileuszowy Rok Miłosierdzia.
Obecnie jest rok 2023 lipiec syn jest nastolatkiem i wiemy że choroba nie wróciła.
Tego roku 2015 pierwszy raz od wielu lat tak często przyjmowałam Eucharystię, październik- miesiąc różańcowy, potem roraty. Przez ten czas zbliżyłam się do Maryi i poznałam Nowennę Pompejańską., 3 różańce dziennie przez 54 dni za naszą parafię i w intencji księdza proboszcza. W lipcu 24go przed ŚDM 2016 zakończyłam mówić tę pompejankę i przyjechali do nas pielgrzymi ze Stanów. W sierpniu dowiedzieliśmy się , że będziemy mieć nowego proboszcza a we wrześniu , że nowy proboszcz prowadzi modlitwy uwolnienia, uzdrowienia. Tylko raz, podczas mówienia nowenny za parafię pomodliłam się, bardzo żarliwie i spontanicznie aby u nas, w naszej parafii były takie modlitwy.
Już 8 października 2016r na pierwszej takiej modlitwie w parafii prowadzonej przez księdza proboszcza Dariusza Gacha, została uzdrowiona moja ciocia.
Modliłam się i rozmawiałam w myślach z Bogiem, że na pewno chce uzdrowić moje ręce i że zgadzam się i rozumiem by zrobił to po swojemu, tak jak On chce. Ciocia dzieliła się ze mną przeżyciami związanymi z jej uzdrowieniem i wiedziałam, że Pan Bóg działa, uzdrawia w różny sposób.
Co miesiąc chodziłam na modlitwy uzdrowienia, uwolnienia w naszym kościele i cierpiałam, od blisko trzech lat na ból ścięgien dłoni. Minęła jesień i w grudniu po modlitwie na, której mnie Pan nie uzdrowił, pomyślałam, że może drogą do uzdrowienia są lekarze i muszę skorzystać z ich wiedzy. Poszłam do lekarza i zrobiłam badania, dostałam skierowanie. Skierowanie do neurologa z 4 stycznia zachowałam na pamiątkę. Na tej modlitwie w kościele było bardzo zimno a ja trzymałam jak zawsze ręce wysoko do góry i kiedy ksiądz Dariusz Gach zaczął mówić że Duch Święty przychodzi do osoby, która ma ból dłoni, ścięgien. Mój mąż stojąc koło mnie powiedział, ‘’ to do ciebie’’- na to ja, że tak; a prywatnie ksiądz nie mógł wiedzieć że mam takie dolegliwości rąk. Po tej modlitwie w styczniu, w ciągu miesiąca ból wrócił cztery razy, do modlitwy w luty. Przez ten czas mocno walczyłam by nie popaść w niewiarę w moje uzdrowienie. Mówiłam: W Imię Jezusa wyganiam ten ból z moich dłoni, bólu idź precz, pod krzyż Chrystusa i nigdy nie wracaj. Niech to miejsce wypełni Duch Święty. Amen. Zrozumiałam co znaczą słowa: a w Jego ranach jest nasze zdrowie. Tu i teraz już jesteśmy zdobyci dla Królestwa Bożego i żaden diabeł, żadna choroba nie ma do nas prawa bo już jesteśmy wykupieni przez cierpienie Jezusa. Przekazałam to księdzu i na modlitwie w lutym, gdy była modlitwa wstawiennicza poprosiłam by modlili się o całkowite uzdrowienie moich rąk, bym mogła pomagać innym. Po tej modlitwie ból nie powrócił.
Przytoczę sytuację: tak chciałam by w naszej parafii grano na Mszy Świętej na gitarze i pytam Pana Boga, czy mam się uczyć grać na instrumencie. Pomodliłam się, czytam Pismo Święte a tam fragment-‘’żona siedziała w domu i zajmowała się oporządzaniem, cerowaniem i gotowaniem”-coś w tym stylu. Nigdy dotąd nie natrafiłam na tego typu fragment i nie zacytuję go dosłownie bo nie odnalazłam go nigdy więcej. Modliłam się za mojego męża nowenną pompejańską i nawet jej nie skończyłam a On zaczął grać na gitarze w kościele. Gra do dzisiaj a minęło 7lat, chwała Panu.
Okolice wakacji 2016 roku obfitują w wiele łask. Pomyślałam wtedy: Boże ja oglądam telewizję a tam seriale: M jak miłość i inne filmy, gorszą mnie, ranią a ja nie wyobrażam sobie życia bez telewizji, ale Ty Boże możesz zabrać mi chęć oglądania telewizji. Bóg nadzwyczajnie zabrał mi chęć oglądania i od tego czasu telewizora już nie włączyłam. Po dłuższym czasie był wyniesiony do piwnicy a później oddany potrzebującej osobie. Obecnie włączamy tylko zamierzone programy internetowe i trwa to już 7 rok. Chwała Panu.
Podobnie miało miejsce niesamowite zdarzenie, gdy finansowaliśmy prasę w swej parafii w 2017r. Kupowaliśmy Gościa Niedzielnego, by rozdawać ją za darmo, mąż nie pracował ale dalej finansował tą charytatywną działalność. Czas bezrobocia zbliżał się do 6 mies. I trzeba było rozstrzygnąć czy finansować tą działalność dalej czy ją zaniechać bo zapas pieniędzy na utrzymanie rodziny znacznie już stopniał. Wspólnie podjęliśmy decyzję że finansujemy dalej rozdawanie tej co tygodniowej gazety . Za jakiś czas, mąż dostał pracę na stanowisku dyrektorskim 70 km od domu i gdy przyszedł do szefa podpisać umowę o pracę na 3 miesiące , ten szukał na biurku jego umowy ,w końcu przypomniał sobie i sięgnął do gazety leżącej na biurku i wyjął z niej umowę. Jaki to był tytuł ?- ten sam jaki mój mąż finansował w naszej parafii. Co Bóg powiedział przez to zdarzenie?- że czuwa, jest z nami i że On o nas zadba. Wczujmy się proszę w tą sytuację. Jak logicznie wytłumaczysz twoją umowę o pracę , przy tobie wyjmowaną z czasopisma chrześcijańskiego , które w swojej parafii- 70 km od domu, anonimowo finansujesz? Rozmawiasz z Bogiem? Stawiasz mu jakieś warunki? Dajesz mu szansę mówić do Ciebie? Zadawaj mu pytania, stawiaj ultimatum, zawieraj umowy, przekomarzaj się z nim- on Cię Kocha, on się nie obrazi.
Kolejna sytuacja, której doświadczyliśmy: Boże: pójdę na tę modlitwę ale Ty daj mężowi w ciągu tygodnia pracę, której szuka od roku, i co? Postawiłam kolejne ultimatum. A jak będzie miał tą dobrą pracę przez dwa lata to znaczy, że mamy sfinansować powstanie strony parafialnej… I co? W tym samym dniu mąż dostaje telefon z ofertą pracy, za tydzień ma rozmowę po której zostaje zatrudniony i co jest na umowie- umowę ma na dwa lata. Zbieg okoliczności????? Strona parafialna jest, funkcjonuje, prowadzi ją mój mąż do dzisiaj do sierpnia 23 roku, i od tej pory nie miał przerwy w pracy zawodowej, chwała Ci Bożej, dziękujemy Ci za wszystkie kryzysy w życiu.
W roku 2018 Kaja miała dwie operacje na łokieć u prawej ręki, potem była w sanatorium a w roku 2019 jako zwinna dziewczynka chciała już ćwiczyć podnosić się na drążku i okazało się, że przeciążyła łokieć i na łokciu wyskoczyła ogromna zaczerwieniona, bania. Zawinęłyśmy łokieć i poszłyśmy do kościoła na wieczorną Eucharystię i wtedy modliliśmy się aby łokieć wyzdrowiał a rano oczekiwałyśmy po przebudzeniu cudu bo jak Pan Bóg nie uzdrowi to trzeba będzie jechać na pogotowie do Piekar Śląskich. Po przebudzeniu Kaję zawołałam do swojego pokoju i modliliśmy się aby po odwinięciu bandaży nie było czerwonej ogromnej bani i stał się cud. Łokieć był zdrowy, Bóg jest wielki wszechmogący. Zsyłaj mi Panie i Tym, którzy to czytają łaskę wiary i obdarz nas mocą Ducha Świętego. Amen.
Dziś jest święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny 15 sierpnia 2023 roku i data poniżej jest nieaktualna ale reszta jest faktem.
Dziś jest 22.11.2019r i wspomnę, że Bóg 9.10.2019r dał mi, na zakończenie Doby Eucharystycznej, podczas Podniesienia Ciała i Krwi Pańskiej dar przeżycia przedziwnego bicia serca i łez. Serce biło mi jak ćwierćnuty równo i każde uderzenie było identyczne. Płakałam z żalu, że umiera za nas, że jesteśmy tacy niedoskonali, najprostszych rzeczy dla Boga i bliźniego nie możemy wykonać a Jezus dla nas w taki sposób umarł. Po raz pierwszy doznałam Takiego nadzwyczajnego bicia serca w kościele w Myszkowie na Mijaczowie w 2015 roku gdy byłam z malutkimi dziećmi na adoracji, weszliśmy z potrzeby serca bo byliśmy obok. Ja byłam z czterema malutkimi dziećmi i ksiądz podchodził do każdego z Najświętszym Sakramentem, trzymał Go chwilkę nad modlącymi się i błogosławił. Wtedy Pan Jezus dotknął mnie takim biciem serca i łzami.
Jak umierała po kilku tygodniach leczenia w inkubatorze, kuzynka moich dzieci w 2014r. Powiedziałam do Boga: Pójdę na pielgrzymkę w sierpniu jak uzdrowisz Boże to dziecko- Agnieszkę
Znajoma z przedszkola moich dzieci mówiła mi, że całą rodziną chodzą co roku na pielgrzymkę myszkowską- ja nie byłam 15 lat-to był lipiec a pielgrzymka w sierpniu-miałam czworo dzieci w tym jedno cztero-miesięczne. Poszłam, bo za tydzień w lipcu Agnieszka była już w domu. Poszłam z moją będącą na piersi Magdzią, dziękując Bogu i wielbiąc Go, że wysłuchał nas modlących się wtedy na różańcu wspólnie przez telefon. Agnieszka przeżyła jest zdrowa, pięknie rośnie obecnie ma 9 lat.
Jako piętnastolatka w 1994r. byłam po raz pierwszy na Pieszej Pielgrzymce Warszawskiej w kolejnym roku również. Oba razy szłam w intencji dobrego męża a już w 1995 roku poznałam go. Dziękuję Maryi że wybłagała mi dobrego męża.
Dnia 6 września2022r doświadczyłam cudu na Eucharystii u nas w kościele. Oparzyłam wtedy trzy palce. Dotknęłam płyty elektrycznej bezmyślnie aby sprawdzić czy jest gorąca i przykleiłam się. Umówiłam się wcześniej z córkami, że idziemy na Mszę Świętą o 17:00. Oparzyłam jednak palce i ból był tak wielki że rozważałam: czy iść? czy nie ?na Mszę Świętą. Trzy godziny okładałam palce lodem, gdy przyszłam do kościoła ból był bardzo duży i córcia 9 letnia Magdzia, która siedziała obok widziała to, bo przykładałam palce w zimne miejsce ławki i powiedziała- Modlę się za ciebie mamusia. Będąc na Mszy Świętej w myślach oddawałam to cierpienie przez ręce Maryi za różne sprawy, jako ofiara za życie rodzinne, w intencjach bliskich mi osób, za znajomych i wyliczałam tak te sprawy i intencje, i za dusze w czyśćcu i wtedy pomyślałam, że ofiaruję ten ból przez ręce Maryi- Bogu w intencji, którą Maryja wybierze, bo Maryja wie najlepiej komu najbardziej potrzebna taka ofiara. Poszłam przyjąć Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i dokonało się coś, czego się nie spodziewałam i o co się nie modliłam- nie miałam już bólu, trzy bąble były na trzech palcach, ale bólu nie odczuwałam, bąble się z czasem zagoiły a we mnie pozostała wdzięczność, że Bóg po raz kolejny dał mi odczuć, że jest wszechmocny, że jestem jego dzieckiem, że modlitwa dziecka, które modli się by mamy nie bolało została wysłuchana.
W 2020 roku wiedziałam, że moja siostra ze szwagrem spodziewają się, trzeciego dzieciątka a od miesięcy modliliśmy się o poczęcie dziecka u siostry szwagra. Jestem pszczelarzem od 6 lat i każdy miód który zbieram jest darem od Boga, czasem tego miodu mam bardzo niewiele i rozdaję go znajomym ,dzieląc się dobrocią Boga. Słuchając natchnienia podałam mojej siostrze malutki słoiczek miodu, by podała go szwagierce i poprosiłam by na pewno przekazała słowa że to miód z błogosławieństwem Jezusa. Szwagierka poinformowała nas, że od tamtego tygodnia zaczęła się liczyć ciąża a ich córeczka ma obecnie 2 latka. Ma na imię Laura.
Z łaski Bożej na jesień 21 roku dowiedziałam się o Seminarium Odnowy w Duchu Świętym w Myszkowie w kościele Świętego Stanisława biskupa, czekałam na to by mieć wspólnotę 8 lat ,aby była Odnowa w Duchu Świętym u nas w Myszkowie. Powiadamiałam znajomych i rozpowszechniałam tą wiadomość i Wiktor mój chrześniak odpowiedział pozytywnie na zaproszenie. Od kilku lat modliłam się za niego, informowałam go o tym, że przyjmuję w jego intencji Eucharystię i modle się za niego podobnie jak jego bliscy. W 2016 roku pojechał ze mną mając 17 lat do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży wraz ze swoim bratem czternastolatkiem. Kiedy on przeżywał trudne chwile w życiu jako nastolatek wiedział, że życzę mu darów Ducha Świętego i wiedział o moich uzdrowieniach i o cudach które Bóg mi dał doświadczyć.
Czas covidu zaowocował narodzeniem dwójki dzieci, co sprawiło że Wiktor zapragną przyjąć sakrament bierzmowania. Ksiądz proboszcz Stanisław Krupiński z mojej parafii pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej w Myszkowie zgodził się przygotować indywidualnie Wiktora do bierzmowania. Wiktor świadomie przyjął sakrament bierzmowania w Częstochowie z rąk biskupa Andrzeja Przybylskiego i został chrzestnym dwójki dzieci. Zaproszony przyszedł na Seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Jego zaangażowanie i chęć przychodzenia były dla mnie cudem, czytał, studiował materiały do rozważania rozdawane co tydzień na spotkaniach. Jeśli go nie było lub brakło kartek to prosił o nie i przesyłałam mu je. Dzięki jednej z takich kartek wysłanych przeze mnie na what’s appie Wiktor doświadczył cudownego działania Boga. Po zakończeniu seminarium z początkiem 22r. z łaski bożej powstała w Myszkowie wspólnota Odnowy w Duchu Świętym o nazwie Na Skale gdzie wspólnie jesteśmy .
Dzięki Ci Boże za każdą chwilę życia. Wszystko co przeżywamy przeżyliśmy lub będziemy przeżywać -oddajmy Bogu przez ręce Najświętszej Marii Panny- by Bóg mógł to przyjąć- przemienić i pobłogosławić a więc naszą ofiarę, przemienić w świętość na zbawienie nasze i całego świata, jak dzieje się na ołtarzu, gdy Jezus umiera na każdej Eucharystii.
Amen. Dnia 22.08.2023r.